Cisza w Obliczu Zagrożenia – Recenzja – Bark Psychosis – Hex (1994)

Kiedy prawie każdy w Polsce obecnie skupiony jest na aktualnej kampanii prezydenckiej, w cieniu rozgrywa się walka globalna i zdecydowanie ważniejsza niż ta o fotel głowy państwa. Jednym z skutków rewolucji technologicznej jest to, że dożyliśmy czasów, w których nawet w polityce używa się sztucznej inteligencji do generowania treści. W czasach niekontrolowanego tempa rozwoju technologicznego walka o jakość mediów, kultury i sztuki zasługuje na zdecydowanie więcej rozgłosu niż sztucznie wygenerowany spot.

Spadek jakości mediów nie nastał z żadną datą, następuje stopniowo i nic nie jest w stanie go powstrzymać. Od upadku muzycznej prasy, spadku zainteresowania czytelnictwem i fizycznymi wydaniami muzyki, aż do short form contentu i generowanych komputerowo utworów. Problemów z aktualnym stanem kultury jest znacznie więcej niż kiedykolwiek – grozi nam nie tylko koniec autentyczności przekazu, ale też wzrost dezinformacji, niedopowiedzeń i treści, które nie zostały potwierdzone. Już od lat nawet w muzyce mainstreamu postępuje uproszczenie formy i dostosowanie jej do potrzeb nowoczesnego konsumenta. Przez to, że Spotify płaci za odtworzenie dopiero od odsłuchania pierwszych 30 s utworu, muzycy skupili się na tym, by główny wątek wchodził jak najszybciej, brzmienie było jak najgłośniejsze, a muzyka jak najmniej subtelna – wszystko po to, by zatrzymać odbiorcę, którego cierpliwość i czas skupienia jest krótszy niż wcześniej.

Płytą, która zaprzeczyła postępującej rewolucji branży i pokazała, że można mieć wpływ, nie będąc komercyjnym gigantem, jest debiut grupy Bark Psychosis – jeden z najbardziej nieproporcjonalnie do popularności wpływowych albumów w historii rocka, To temu nagraniu możemy zawdzięczać wymyślony dzięki niemu termin post-rock, bo album grupy wychowanej na Napalm Death i Joy Division wcale nie przypomina wcześniejszej muzyki, a zamiast tego proponuje zupełnie inne podejście. Już od samego początku muzyka sprawia wrażenie niesamowicie delikatnej i lekkiej, nie narzuca się, zamiast tego pozostawia przestrzeń i buduje introspektywną atmosferę. Odmienne od typowego rocka na albumie jest praktycznie wszystko – porzucono tradycyjną dla gatunku dominację gitary elektrycznej, która nie gra riffów ani powerchordów, a tekstury. Inne są też kompozycje – repetycyjne, hipnotyczne, a nie szybkie, nastawione na dynamikę. Przykładem tego jest „A Street Scene”, na którym zapętlona partia perkusji dopełnia się z lekką, melodyjną grą gitary i klawiszy, a wokal raz jest perfekcyjnie wyraźny, a raz stłumiony. W tle przygrywają syntezatory i drone składający się między innymi z kwartetu smyczkowego.

Choć bliska ambientowi, eklektyczna mieszanka zaprezentowana przez autorów nie wpisuje się w te ramy gatunkowe. Oparte na powtórzeniach struktury tracków są stopniowo rozwijane i nie bazują na jednym wątku. Utworem, który to odzwierciedla, jest między innymi „Fingerspit” – zaczyna się od intymnej melodii na pianinie, przechodzi w gęste, gitarowe, dysonansowe sekcje z desperacką energią. Różnorodność brzmieniową treści potwierdza „Eyes & Smile” z rozpędzającą się jazzującą trąbką i przetworzonym głosem na pierwszym planie. Najbliżej do ambientu jest kończącemu płytę „Pendulum Man”, w którym do wręcz niezmiennie zapętlonego wątku zmienia się jedynie gra drone’ujących instrumentów.

Hex to zdecydowanie jedna z najpiękniejszych płyt, jakie wydano w latach 90, która pokazuje, że można poszerzać granice muzyki, oddzielając się od większości głównych nurtów swoich czasów. W roku, w którym szok wywołała informacja o śmierci Kurta Cobaina, od tego, co działo się w Seattle, zdecydowanie ciekawszy był rozwój podziemia, które – w przeciwieństwie do muzyki grunge – wybrało progresywną drogę, opartą na wiedzy i eksperymentach. Dla mnie omawiana płyta przede wszystkim pozostanie symbolem prawdziwej ekspresji i przekazu przez muzykę – szczerego i niezależnego od tendencji rynku.

85/100

Album #1 – Bark Psychosis – Hex (1994)